Błąd
  • Szablon wyświetlający jest niedostępny. Skontaktuj się z administratorem witryny.

Artykuły

Pnącza na ścianach - czy szkodzą?

Ocena użytkowników: 3 / 5

Star ActiveStar ActiveStar ActiveStar InactiveStar Inactive
 

Co jakiś czas wraca problem sadzenia pnączy przy ścianach budynków. Powszechnie przyjał się wśród właścicieli domów - nie wiadomo na jakiej podstawie - pogląd o ich rzekomym szkodliwym wpływie na ściany.

Przyznam, że do napisania tego tekstu skłoniła mnie ostatecznie krótka notatka, którą znalazłem w numerze 2 Majstra z lutego 2000 r. podczas przeglądania starych czasopism, gdzie napisano:

"Zielony kożuch bluszczu chroni mury i dach, gdyż nie są one narażone na bezpośrednie działanie wiatru i deszczu. Łagodzi on również skutki wahań temperatury. Trzeba jednak pamiętać, że:

  • tynk lub cegły nie mogą mieć rys i pęknieć. Korzenie bluszczu lub dzikiego wina dostaną się bowiem do wewnątrz i będą je powiększać (to właśnie nie jest prawdą! (przyp. AO))
  • przy porośniętym dachu należy co kwartał sprawdzać czy pędy bluszczu nie dostały się pod dachówki. Na całkowicie porośniętym dachu dachówki trzymaja się o wiele bardziej stabilnie niż normalnie.
  • stosowanie rusztowań (np. dla odmian Blauregen, Klematis) pozwala na dopływ powietrza do ściany i uniknięcie zawilgoceń."

Co do ostatniego punktu nie mogę się zgodzić zupełnie. Klematisy, po pierwsze, nie tworzą tak gęstej warstwy pędów i liści, po drugie, widać, że tutaj autor także podparł się obiegowymi opiniami, zamiast przekonać się o tym osobiście i choćby włożyć rękę między pnącze i ścianę. Zapewniam, że nie będzie tam bardziej wilgotno, niż z drugiej strony pnącza.

Wiele osób widząc grubą warstwą winobluszczu porastającą jedną ze ścian domu moich rodziców radzi czym prędzej zerwać ją, aby wilgoć nie wkradła się do domu i aby ściany nie kruszały. Nikt jednak nie potrafi uzasadnić tych opinii. Niezmiennie tłumaczę tym osobom, że winobluszcz rośnie już na tej ścianie od ponad 20 lat i nie widać różnicy między nią, a innymi. O nie, przepraszam, widać różnice w czasie deszczu! Ściana pokryta winobluszczem jest zawsze sucha w przeciwieństwie do pozostałych ścian, ponieważ woda ścieka po gęstym listowiu jak po dachówkach i nigdy nie dociera do ściany. Do tego nawet w upalne dni ściana ta nie nagrzewa się jak inne. Tylko zimą po zawiei śnieżnej trochę śniegu krótko utrzymuje się na pędach.

Drugim argumentem jest rzekome wrastanie korzonków w mur i niszczenie go. Już dla każdego obeznanego trochę z roślinami jest oczywiste, że pnącza poza bluszczem i milinem nie przyczepiają się do ścian korzonkami, więc nie ma co wrastać.

Po drugie, nawet u bluszczu i milinu korzonki te mają za zadanie nie pozyskiwanie składników pokarmowych i ciągłe rozrastanie się w tym celu, lecz przyczepienie się do muru. Po tym przyczepieniu się zasychają i tworzą trwałe przymocowanie pędów do ściany, nie wrastając dalej w mur. Owszem, wykorzystują szczeliny w murze i wciskają się tam, lecz to jest już sprawą wad budowlanych, a nie szkodliwości roślin.

Chciałbym ponownie zaznaczyć, że wciskanie się tych korzonków nie ma nic wspólnego z kruszeniem muru - te korzonki dalej nie rosną i muru nie niszczą! Pnącza takie jak winobluszcz rzyczepiają się z kolei przylgami na sprężynujących łodyżkach. I one także nie powodują niszczenia muru! Działają jedynie jak przyssawki.
Wszystkim pełnym obaw o szkodliwe działanie pnączy pokrywających ściany radzę uważne przyjrzenie się wiekomym pałacom i rezydencjom w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii. Aby to zrobić nie trzeba nawet wyjeżdżać za granicę. Wystarczy uważnie oglądać filmy i fotografie w czasopismach. Niektóre z tych budynków bywają nawet całkowicie obrośnięte pnączami. Jeśli to prawda o tym szkodliwym wpływie pnączy, to czy naprawdę oni są tacy głupi, czy też ta "prawda" nie jest wcale prawdą?